sobota, 28 grudnia 2019

Eco friendly - moje rowerowe wyzwanie

1000 kilometrów w rok to wyzwanie, które osobiście podejmuję po raz drugi, a publicznie - organizuję pierwszy raz! Jesteście ciekawi skąd się wzięło i na czym polega?



O co chodzi z wyzwaniem "Rowerem 1000 kilometrów w rok"?

O to, by zamienić na rower samochód lub autobus na tyle często, by przez cały rok nazbierać na liczniku minimum 1000 km.
Tempo, ilość przejechanych kilometrów w dzień, częstotliwość jeżdżenia ustalasz sobie sam! Ja wybrałam w mijającym roku, że zamienię samochód na rower tak często jak to tylko będzie możliwe. Wybrałam, że standardowo będę jeździła rowerem do mojej pracowni, dzięki czemu po każdej takiej wyprawie będę miała +11 km na liczniku. Kilometry zliczała mi popularna, darmowa aplikacja na telefon. Udało mi się przejechać 1000 km w czasie między początkiem kwietnia, a końcem października, czyli wtedy, kiedy można się spodziewać najlepszej pogody w ciągu roku.



Co było moją inspiracją w pierwszym wyzwaniu?

Chciałam poczuć się trochę lepiej, bo ciągle czułam się zmęczona. Okazuje się także, że cieszę się teraz pozytywnymi skutkami ubocznymi. Mam lepszą kondycję, nie zdarza mi się stać w korkach, nie szukam parkingów. Dziwię się także, że nie zachorowałam dotychczas (rok temu byłam już po kilku przeziębieniach). Oszczędziłam też pieniądze na paliwo lub bilety, teraz na tym, że nie wydaję na leki. Czuję, że bilans jest zdecydowanie na plus! A, i jeszcze jedno! Z roweru widać wszystko jakoś "inaczej" i "bardziej".



Jak to zrobiłam?

Zamieniłam kiedy tylko mi się udało samochód na rower podczas drogi do pracy. Tylko tyle. W deszcz nie zawsze mogłam jechać rowerem, bo często podróżowałam z dzieckiem. Tak więc, z pełną wyrozumiałością dla samej siebie,wytrwale z dnia na dzień zdobywałam kolejne małe punkciki. I choć w październiku miałam już momentami dosyć, dalej motywowało mnie to, że do tysiąca już niedaleko.



Co mnie rozczarowało?

Niekiedy były to zaniedbane ścieżki rowerowe. Szkoda, że nikt o nie nie dbał. Innym razem biegające po ścieżkach psy i właściciele puszczający te psiaki na smyczy. To niebezpieczne! Dziwiły mnie akty wandalizmu na moim rowerze, kiedy były zaparkowane na parkingu rowerowym. To też było słabe, bo jeżdżę nie tylko dla siebie, ale też by nie truć Was!  Jestem także rozczarowana, że nic nie schudłam, ale może po prostu nie musiałam ;)




Ekologia, czyli czemu zależy mi na promowaniu jazdy rowerem?

Jest kilka powodów. Pierwszy to taki, że naprawdę zależy mi na tym, byśmy po naszym życiu zostawili Ziemi jak najmniej kłopotów, zanieczyszczeń i wątpliwej jakości "pamiątek". Poza tym - prawdopodobnie po kilku pierwszych tygodniach Twojego jeżdżenia zniknie uczucie okrutnego zmęczenia, może nawet niewidoczne endorfiny dadzą Ci kolejną motywację. Po drugie, oszczędzisz swój czas omijając korki. Po trzecie - możesz dotrzeć w trudno dostępne miejsca. Znajdź swoje motywatory, które pomogą Ci dotrzeć do tak odległego celu.

Zapraszam, dołącz! Może uda Ci się zrealizować choć część wyzwania? Może nie będzie to rower, a spacery? Naprawdę zapraszam i z radością będę świętować każdy Wasz przejechany kilometr i każdy, nawet najmniejszy, sukces!


Zdaję sobie też sprawę, że zachęcam głównie z perspektywy wiecznie zajętej mamy, przedsiębiorczej kobiety, która nie ma jak wysupłać choćby resztki czasu na osobne treningi. Nie jeździłam rowerem rekreacyjnie ani sportowo, tylko w celach transportowych. Głównie to doświadczenie dało mi przekonanie, że można przesiadać się na rower i osiągać cele, które dotąd były tylko w wyobrażeniach. Zachęcam, dołączcie na miarę swoich możliwości!

Zachęcam także do dołączenia do wydarzenia na Facebooku. Znajdziecie go pod nazwą "Rowerem 1000 kilometrów w rok", lub przez profil www.facebook.pl/vielobag w zakładce "Wydarzenia"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Masz chęć coś dodać? Zapraszam!